|
|
2009 styczeń 2008 grudzień listopad luty styczeń 2007 październik wrzesień sierpień czerwiec maj marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień |
imiennik
Moi mili, przy okazji przygotowań do egzaminu z historii języka polskiego trafiłam na etymologię imienia Kazimierz (cząstka -mierz pochodzi od mir = pokój, Kazimierz, to ten, co skaził mir, a więc zmącił pokój, niezłe, nie?). Ogłaszam więc wszem i wobec na sandomierskich włościach, że Kazimierz to od mir i że skaził, na co nasza (niby)mołdawska przyjaciółka rzuca się w googlańską otchłań wiedzy, żeby sprawdzić, co w niej by na ten temat. W ten oto sposób odkrywa portal imiennik.pl - wyrocznię, wróżbnię, źródło wiedzy o nas samych...które to źródło czerpie Z IMION. Przed wami cechy wszystkich Karolin, również więc naszej Mołdawskiej, przez nią jednak skrzętnie skrywane. Drżyjcie... wcielenie dualistycznej koncepcji człowieka współczesnego, rozdarta sosna... Karolina Cz. i jej nowoodkryte oblicze. "Karolina" to ta, co niesie wino życia, a ponadto: -jest trochę dzika -oraz średnio ciekawa (to jest dopiero coś, być średnio ciekawym w swojej dzikości) - Nadmierna pobudliwość przejawia się u niej nadmiernym chłodem (zimne ognie, no łał po prostu) -jest pełna rezerwy, co wszelako nie wyklucza u niej porywów zmysłowych, niemniej jednak - Trzeba wiele taktu i zarazem stanowczości, aby rozwinąć u tej dziewczyny dynamizm. -na szczęscie poza pewną sprzecznością w układzie cech, jedynymi słabymi jej punktami (sic!) jest układ wydzielania wewnętrznego oraz krew. Tym samym stanowi wraz ze wspólnotą Karolin zjawisko anatomii, dzięki swojej punktowej a nie tkankowo-płynnej strukturze krwi oraz układu wydzielania wewnętrznego, czymkolwiek ów jest.
- W momencie wyboru zawodu otworzą się przed nią dwie drogi: albo wybrać ognisko domowe: wówczas będzie doskonałą gospodynią i idealną matką, albo zrezygnować w większym czy mniejszym stopniu z życia rodzinnego i poświęcić się tak absorbującym zawodom, jak zawód adwokata, psychiatry, stewardesy itp. ...zakonnicy, ogrodnika, premiera RP, przedszkolanki.... itd. moje uszanowanie i najlepsze życzenia dla wspomnianej czmczm ----------------------------------------------------------------------------------------------------- Czym siedzi przy kuchennym stole i zgłębia tajniki staropolszczyzny. A ja - och, co za los! - wsłuchuję się w jej radosny chichot i wykrzyknienia: "Słuchaj! Wiesz, że było takie imię Dzirżykraj? i Dołupłos? Spycigniew? Żelistryj? Niezłe, nie?". No niezłe. Udałam się również z Czemarem w poszukiwania wiedzy tajemnej i ezoterycznej zaklętej na stronie w imiennik.pl. Serwis ten jest tworzony przez jakiś nadzwyczaj bystrych ludzi o abstrakcyjnym poczuciu humoru i podejściu do ortografii. Dzięki ich kompetencjom dowiedziałam się paru rzeczy o mojej Szanownej Współspaczce. Otóż Czym zwana w pewnych kręgach Martą: - jest posiadaczką jakiegoś tajemniczego rezonansu o liczbie 108 000 drgań/s. Nie mam pojęcia, o co chodzi - może Szanowni Państwo wiedzą? Ja podejrzewam, że chodzi o czemarowe drgania, kiedy oburza się na dzwoniący budzik. - Czym "ma może dosyć męski charakter, ale potrafi działać skutecznie". Całe szczęście, bo gdyby była bardziej kobieca, nie umiałaby nawet skutecznie zapiąć zamka błyskawicznego. Pozdrawiam ekipę z imiennik.pl! - "startuje jak strzała albo jak skowronek". Takiej metafory nie powstydziliby się najwięksi poeci, Mili Państwo! Moja wrażliwość na literackie piękno pozwala mi wyobrazić sobie nieustraszonego, zacietrzewionego i pełnego nienawiści skowronka, który wzlatuje nad polem, by podbić świat - tak jak robi to indiańska strzała wypuszczona z łuku Indianina z plemienia Navaha, wycelowana wprost w serce bezlitosnego Apacza... - "Nieraz chciałoby się, żeby była bardziej ludzka". Perfekcyjne. Chciałoby się. - Marty "zostają lekarkami, farmaceutkami, profesorkami nauk ścisłych lub języków obcych, dyrektorkami, rolniczkami, pielęgniarkami a nawet właścicielkami baru." Nawet (!) właścicielkami baru. To jak złapać Pana Boga za stopę! Prowadzić taki na przykład Bar Relax w pobliżu IV LO! Każdy profesor nauk ścisłych zazdrości Martom takich szans i możliwości! - "Wobec mężczyzn wykazuje pewną agresywność" Pozdrawiam wszystkich byłych chłopców Czemara! Wiedzcie, że ona jeszcze was dopadnie w jakimś ciemnym zaułku i poprzegryza Wam tętnice!
- "Tak, te kobiety nie są istotami łatwymi w pożyciu, ale posiadają taką wolę robienia wszystkiego dobrze, odnoszenia sukcesów, że należy chylić przed nimi czoła. To zresztą robią niektórzy mężowie... jednocześnie biorąc nogi za pas!". Mąż chylący czoło i jednocześnie biorący nogi za pas bez wątpienia musi się przewrócić...
Gdy już dowiedziałyśmy się tyle o sobie, skorzystałyśmy z zamieszczonego na stronie "kalkulatora uczuć". Określa on, jak bardzo - z punktu widzenia imieniologii - związek może być udany. Jako że śpimy od paru miesięcy w jednym łożu, wpisałyśmy "marta" i "karolina". Wyskoczył nam taki oto komunikat:
Połączenie osobów o imionach uda się w
----------===== 53.5% =====---------
Osobowie całują Państwa rączki. MM kiszone-rurze 2009-01-18 03:13:09 skomentuj (3)
urodziny czemara, czyli metamorfozy
Mili Państwo! Informuję nie poinformowanych, ze Matka Przełożona cztery dni temu obchodziła urodziny. Ma już dwadzieścia trzy lata. To już nie są przelewki. Ale wcale nie będę w tej notce poruszać kwestii upływającego - a może nawet straconego - czasu. Nie chcę tu go także poszukiwać, bo już był taki jeden, co to robił i był łaskaw machnąć siedem tomów na ten temat. Napiszę Państwu jak Panna Czym wydaje przyjęcie urodzinowe... Przyjęcie miało się rozpocząć o godzinie 19. Tego dnia ciężko pracowałam i niestety nie mogłam przybyć na ten huczny bal, ale udało mi się wpaść na Sandomierską na parę godzin - by trafić akurat na czas przygotowań. Wchodzę do naszego m1, a tam Czym biega zaaferowana po kuchni i gotuje. Ale co gotuje, Moi Drodzy! Myślę, że jakieś 10 kilo jadła przygotowuje! I sałatki, i torciki, i przekąski! Patrzę na nią, a ona przemienia się niczym szkiełka w kalejdoskopie w różne zasiedziałe w mej pamięci postaci. Co i rusz jest kimś innym. Bywa więc: 1) pamiętną ośmiornicą Urszulą (z bajki Mała Syrenka), która to miała czterokrotnie więcej rąk niż przeciętni ludzie, 2) Strusiem Pędziwiatrem - mimo iż nasza kuchnia jest malutka, to myślę, że łączny przebieg Czym między lodówką a zlewem wyniósł ze 2 km, 3) Gargamelem - który był zawsze wściekły i zawsze "nie cierpiał smerfów", tak jak i Czemar nie cierpiała różnych znikających jej z pola widzenia przedmiotów lub półproduktów (począwszy od "nie mignął ci tu gdzieś por, kochanie?" skończywszy na "nosz kurwa, gdzie te zapałki?!"), 4) Bunią z Gumisiów - "koteńko, może jednak zjesz troszkę sałatki?". Ale i tak największą metamorfozę Czemara ujrzałam między godziną 18:58 a 18:59, kiedy to nagle z przybrudzonego kocmołucha zamieniła się w promieniejącą jasnością solenizantkę (ubraną zresztą w spódnicę, któą dostałam od Kitona i przekazałam dalej Czym - nic nie ginie wśró rurz kiszonych). Gdy już się przemieniła, usiadła ze mną przy stole, odpaliła z saysfakcją szluga i powiedziała "no! zdążyłam!". A ja oczom mym nie mogłam uwierzyć. Niestety nie doczekałam nawet pierwszego gościa, bo musiałam dalej ruszyć do roboty. Ale podobno było hucznie - i była gitara, i akordeon, i flecik. Dziś tylko sąsiadka wyprowadzająca psa na spacer spojrzała na mnie spode łba. Pies zresztą też spojrzał - spod swego psiego łba. Takie oto, proszę Państwa, owidiańskie metamorfozy mają miejsce na Sandomierskiej. W pas się kłaniam, MM kiszone-rurze 2009-01-12 01:06:20 skomentuj (2)
w łazience
ja) zobacz, mam zmarszczki. boż) ty starucho. kiszone-rurze 2008-12-26 23:47:59 skomentuj (2)
przy stole
z) no bardzo smaczny ci wyszedł jelonek, Bożena! boż) trzy dni leżał w winie. łachy nie robi cz kiszone-rurze 2008-12-26 16:33:19 skomentuj (2)
meksikana la la la
gorace pozdrowienie z Meksyku przesyla Martynok kiszone-rurze 2008-12-09 23:19:47 skomentuj (4)
wychowanie panien w polsce
Przeczytałam dziś w zawrotnym tempie nową książkę Małgorzaty Musierowicz pt. "Sprężyna". Nie zwykłam sięgać po Jeżycjadę odkąd hormony przestały szaleć, pryszczowe inwazje zmalały i odkąd dostrzegłam, że tanie wino nie posiada jednak szczególnych walorów smakowych. A dziś - taka niespodzianka... Czytałam panią Musierowicz ze smakiem, rozczuleniem i zaróżowieniem polików. I zastanawiałam się - ile spośród moich koleżaneczek wychowało się na tych książkach?... Ile z nich wchłonęło ten uroczo-katolski klimat rodziny Borejków, gdzie pełnoletnie dziewczęta nie myślą o seksie (raczej o Senece, fiołkach, muskaniu włosów i pocałunkach, co najwyżej), a najbardziej szałową rozrywką wśród nastolatków jest spacer po Jeżycach (a nie np. wyjście na popularną wśród młodzieży diskotekę czy też palenie równie popularnych jointów). Wspaniała poznańska Dolina Muminków, gdzie "wszyscy się cieszą radością i życiem...". No, szanowne Czytelniczki i mili Czytelnicy - przyznawać się! Co Jeżycjada zrobiła z waszym życiem? Ukiśmy tu jakąś debatę:) MM kiszone-rurze 2008-12-05 01:07:32 skomentuj (6)
muzealnienie
Niezwykle bogate życie moich rodziców nabiera z biegiem lat coraz większego romachu, albo też - jeśli by spojrzeć na to z innej strony - ja murszeję i słabnę. Ostatnio państwo wzbogacili swoje dni o jeszcze jedną atrakcję, mianowicie pogłębianie pasji kolekcjonerskiej. Ich kolekcję wypełniają przedmioty wynalezione na targu staroci, niespecjalnie co prawda użyteczne, natomiast niezwykłej będące urody, z duszą i pełne czaru. Dzisiejsza wizyta na owym targu wzbogaciła... ...zbiór złożony z zestawu skamieniałych chrabąszczy z prawieków (?), grona przepiękych panienek (zesztywniałych w mosiężnych rzeźbach, niestety), monstualnej wielkości owadów czy też gadów urytych w ramie za szybką, 10-kilogramową lampkę na biurko, owo biurko i jego masywny majestat, a także 6 drewnianych krzeseł z szerokopojętego "antyku"... ... o portret młodych wilczków ("-ale tato, czemu wilczki? -hm...obława, obława, na młode wilki obława..."), sznur korali z bawolego roga <-- :), broszkę (broszysko) z demonami rzeźbionymi na wzór staroceltycki, koteczka i ptaszynkę z gliny, wielką grubą szpilę ozdobną a może obronną, niewiadomej w każdym razie użyteczności, niby-aztecką a może niby-od-Inków? Nasz dom nabrał charakteru muzealnego. I dobrze; rodowe srebra wraz z kryształowymi wazonami po prababci w kredensie z orzecha kaukaskiego po praprababci pomrukują (postukując) z zachwytu, a prapraprababka "Amelia Hlibowicka z rogala Lewickich, matka kapłana", by przywołać napis z jej nagrobka, przyodziana w styczniowopowstańczą suknię, w owym przewraca się na drugi bok z zadowoleniem, mrugając okiem w-dalszy-głąb ziemi praprapraprababce, że tradycja nie ginie. moje uszanowanie mczm kiszone-rurze 2008-12-01 02:11:59 skomentuj (3) |
Linki kosma pisze martyna picassa malina na plfoto malina le martynazdjęcia kubagurdakblog baardzo fajny blog z podróźy dookoła świata |